
Jest koniec lat osiemdziesiątych, Warszawa, blokowisko na Żeraniu, w którym mieszkają rodziny i pracownicy Fabryki Samochodów Osobowych. Z okien rozciąga się widok trzech kominów. Bohaterka lubi się w nie wpatrywać, to jedyny element w jej życiu, który nie przemija. Jolantę opuścili wszyscy. Najpierw ojciec. Porzucił rodzinę, bo już nie mógł wytrzymać z matką, której coraz bardziej odbijało po wypadku. Potem odeszła matka. Po wypadku samochodowym, w którym mało co nie zabiła męża i dzieci, wycięto jej wszystkie kobiece organy. Smutki topiła w alkoholu i broniła prawa do picia jak niepodległości. Jako ostatni odszedł Piotr- brat. Uciekł za granicę, zarabiał, od czasu do czasu wracał do domu, ale tylko po to, by dać do zrozumienia, że nic go w Polsce nie trzyma. Być może ułożył sobie życie i udało mu się odciąć od traum dzieciństwa. Jolancie się nie udało. Na wakacjach po maturze poznała Andrzeja, chłopaka ze wsi, z którym zaszła w ciążę. Cóż więc było robić? Ślub, przeprowadzka do Warszawy i zbyt szybkie wejście w dorosłe życie. Andrzej był zaradny, rodzinny, nieba uchylał Jolancie, żyły wypruwał dla rodziny, tylko szkoda, że niezbyt legalnie. A Jolanta? Zapuściła się. W jednej sukience chodziła, dwa razy wchodziła na dach, ale wracała do domu, do córeczki Jadwigi i do sąsiadki, która piekła ciasta i namiętnie oglądała Kaszpirowskiego. Ręce, które leczą. Okazało się, że Joanny duszy uleczyć nie mogą.