W czwartek, 29 listopada podczas spotkania w Klubie Miłośników Podróży Przez kontynenty, działającym w naszej bibliotece Zbigniew Pawlak z Londynu opowiedział o swej wyprawie na Jedwabny Szlak.
Podróżnik od 20 lat dociera do miejsc na terenie Jedwabnego Szlaku, takich jak Kaukaz i Afganistan, gdzie przez lata zajmował się strategiami rozwoju oraz coachingiem. Przez ponad 10 lat mieszkał w Środkowej Azji, biorąc udział w licznych projektach edukacyjnych i humanitarnych. Zafascynowany jest ludźmi Wschodu, ich życiem oraz kulturą. Historie usłyszane od tamtejszych przyjaciół stara się w ciekawie opowiedzieć słuchaczom zachodniego świata. Orientalny klimat buduje za pomocą zdjęć, rekwizytów i muzyki. Podczas spotkania w nowotomyskiej książnicy zaprezentował klubowiczom region Środkowej Azji, gdzie egzotyka, przeszłość, duchowość mieszają się z cierpieniem, wojną i poszukiwaniem przyszłości. Zaprosił słuchaczy w podróż przez miasta przyszłości w Kazachstanie, uzbecką tradycję, niezwykle piękną przyrodę Kirgistanu oraz świat wojny w Afganistanie i przemocy w górach Kaukazu – podróż w poszukiwaniu własnej wartości w szybko zmieniającym się świecie.

To myśl, by wyrazić siebie musi odnaleźć słowo własne…

We wtorek, 27. listopada, w naszej bibliotece spotkali się „właściciele myśli własnych” na inauguracyjnym wieczorze z nowego cyklu: Nowotomyskie Piętro Wyrazów Literackich, którego mottem są słowa: To…myśl szuka słowa.
Ten rodzaj spotkań, do udziału, w których chcemy dziś Państwa, zaprosić górale zwykli nazywać posiadami. Ich przedmiotem ma być poezja, a z czasem może szerzej: literatura, którą jedni z nas tworzą, po to, by inni mogli ją chłonąć. Jedni są drugim bardzo potrzebni – tymi słowami powitała gości pomysłodawczyni i inicjatorka spotkań, dyrektor naszej książnicy – Lucyna Kończal-Gnap. Wybór listopadowej pory na inaugurację tego typu spotkań nie był przypadkowy. Aura za oknem sprzyja refleksji, wraz ze spadkiem temperatury za oknem wzrasta zainteresowanie lekturą, a poezja doskonale komponuje się z jesienią. W zgodzie z zamysłem jego organizatorów, Nowotomyskie Piętro Wyrazów Literackich będzie miało formułę otwartą, będzie okazją do spotkań osób tworzących ze sobą, ale od czasu do czasu (może w rytmie zmieniających pór roku) z publicznością. Chodzi też o to, by grono osób gotowych do dzielenia się z innymi swoją twórczością się powiększało, a także by już na następnym spotkaniu zaprezentowali swoje teksty ci, którzy być może dotąd skrywają swoje teksty w szufladach. Prezentowane na Nowotomyskim Piętrze Wyrazów Literackich teksty mają być też pretekstem do rozmowy. Dlatego też poeci, którzy pojawili się we wtorkowy wieczór w bibliotece, zostali zaproszeni na symboliczną „Ławeczkę poetów”. Swoje utwory zaprezentowali zaprzyjaźnieni z biblioteką autorzy: Zdzisława Jaskulska – Kaczmarek, Katarzyna Mrozik-Stefańska, Dorota Nowak, Robert Jędrzejczak, Krzysztof Karski, Lech Tuchocki i Marian Ziomkowski.
Gospodarzami wieczoru byli: dyrektor Lucyna Kończal-Gnap oraz autor tekstów i kompozycji, wokalista zespołu Karawana Eskimosów, na co dzień nauczyciel biologii i chemii – Rafał Putz, który wystąpił tego wieczoru w podwójnej roli, oplatając poetyckie prezentacje muzycznym przekazem.
Nowotomyscy miłośnicy słowa mieli więc okazję, by wysłuchać wierszy Lecha Tuchockiego, dla którego: trudną radością poezja, okruchami wyżebranymi ją tworzy. Czasem przychodzi do niego sama. Prosi ją, aby została na jeszcze jedną chwilę do następnego oddechu, by nadzieją co siatką na motyle stanowi, chwytać szczęście i krótką nitką wrażliwości je wiąże. Mieszkający od lat w Wolsztynie prawnik, przez 20 lat był kierował nowotomyską Prokuraturą. Od 1989 roku publikuje swe wiersze. Ma w swoim dorobku 7 tomików poetyckich, jego wiersze znalazły się też w kilku antologiach poetyckich. Jest członkiem Związku Literatów Polskich, podobnie jak – prezentująca po nim swą cenioną w świecie literackim twórczość – Zdzisława Jaskulska-Kaczmarek, która: Z jednego źródła nie piła, choć innych do tego namawia. Myśli jej niczym ptacy pustych gniazd szukać nie chcą. Jak najdalej od siebie nadal klucz zwarty tworzą. Lecą do swojej gwiazdy, w ciszy ciało gubiąc po drodze, którego sznur nie utrzyma. Z wykształcenia polonistka, mieszkanka Lwówka, przez lata pracy nauczycielskiej związana z Nowym Tomyślem, zadebiutowała w 1985. Dotychczas wydała 8 tomików wierszy (dwa z nich otrzymały 1.nagrodę na Ogólnopolskim Konkursie Literackim na Książkę Poetycką, a przedostatni Wyróżnienie Międzynarodowego Listopada Poetyckiego). Jej wiersze znalazły się w wielu wydawnictwach zbiorowych; były drukowane w prasie literackiej; i tłumaczone na języki obce. Na „ławeczce poetów” zasiadł również Robert JędrzejczakWyrwany z przyrody przed wyrokiem słońca się chowa. Łzami diamenty szlifuje. Przekonuje, że kwiaty choć nieme krzyczeć nie pragną. Porannej bryzy szuka tam, gdzie inni czerwienią się zrazu. Pozwoli dobremu Bogu być z nami i przysiąść nad skamieniałą rzeką. Jego osobowość ukształtował rodzinny Jarocin; blues i rock do dziś stanowią ważny element jego życia. Od blisko 30 lat mieszka w Nowym Tomyślu. Przez lata pracował jako nauczyciel w okolicznych szkołach. W 2002r. wyjechał z „misją edukacyjną” na Wschód; pracował wśród potomków syberyjskich zesłańców w Abakanie oraz z Polakami mieszkającymi w Witebsku. Przywiózł stamtąd mnóstwo wspomnień, ciekawych doświadczeń i fotografii, bo fotografia to druga – po poezji – jego życiowa pasja. Zadebiutował poetycko tomikami: „ Powrót do źródła” i „ Wahadło ciszy”, a na wydanie czeka 3 tomik poetycki „Struktura przedmiotu”. Podczas tego przepojonego poezją wieczoru biblioteczni goście wysłuchali także wierszy Doroty Nowak, o której prowadzący Rafał Putz powiedział: Jak mało słów trzeba powiedzieć, aby się sprzedać najlepiej. Wie o tym ten, co menelem nie gardzi przy sklepie. W lustrze zobaczy więcej niż swoje własne odbicie. Myśli przesunie o stopień, albo o dwa, dopóki wierzy, że w małej kieszonce on ciągle czeka w milczeniu. Jej pierwsze natchnienie poetyckie przyszło wraz z prezentem na 10. urodziny (w rodzinnym Gniewkowie)- mały pluszowy piesek i pierwsza rymowanka. Później przychodziły inne powody do wzruszeń i emocji, które były przelewane na papier. Powstało mnóstwo wierszy, chowanych przez całe życie do szuflady. Rok temu spotkała na swojej drodze poetkę z Poznania, Łucję Dudzińską i za jej sprawą dołączyła do ogólnopolskiej grupy poetyckiej pod nazwą „Poeci po Godzinach”. W tym roku jej wiersze po raz pierwszy ujrzały światło dzienne i od razu zostały dostrzeżone i docenione. Należy do Klubu Literackiego „Dąbrówka” w Poznaniu oraz Grupy Literycznej „Na Krechę”. Na co dzień jest matematyczką i od lat uczy tego przedmiotu w nowotomyskim Koperniku. Swój debiut czytany miała tego wieczoru Katarzyna Mrozik-Stefańska: znająca smak gorzkiej herbaty, którą ustami posłodzi. Cerowanymi porankami bezsenności co dzień odlicza, racząc się nocą czekoladkami, lukrowanymi optymizmem. Poznała litery po to, by słowa interpunkcjami ozdabiać. By w świetle robaszków świętojańskich mienić się mogły. O ile zgodę wyrażą. Pracuje jako nauczyciel języków obcych w Zespole Szkół nr 2 im. S. Staszica w Nowym Tomyślu. Urodzona nowotomyślanka, od ponad 3 lat mieszkająca na wsi, w Sękowie. Jak przyznaje, bardzo lubi swoje nowe miejsce na ziemi i ludzi tu mieszkających; tak mocno wtopiła się w wiejskie życie, że działa w Kole Gospodyń Wiejskich, prowadzi kronikę wsi, hoduje kury. Ma także 3 psy i 3 koty, a gościnnie bażanta i sarny. Lubi poezję księdza Twardowskiego i Wisławy Szymborskiej, więc – jak przypuszcza – pewnie nie jest w tym oryginalna. Krzysztof Karski, którego także wysłuchali nowotomyślanie: Wyrwany z rzeźni prozy, w deltach niecnych swe żagle rozstawia. Żeglując po morzach, w których lazurze się słońce płomieni. Błądząc w labiryncie nie trwoży go byt wszelaki. Ufnie, z pokorą tłumaczy by wersjom swoim spać dali na skraju wiejskiego cmentarza. Jak sam o sobie mówi, jest ekstrawertycznym introwertykiem, który komfortowo czuje się we własnym towarzystwie. Byłoby ideałem, gdyby gdzieś w pobliżu znajdowała się rozgrzana nadmorska plaża, żona i synowie. Kilka książek, które mógłby niespiesznie pochłaniać, należałoby dodać do tej listy. Równie swobodnie posługuje się poezją, jak i prozą. Wydał niewielką książeczkę dla dzieci i ewentualnie dorosłych. Później przestało mu zależeć na publikowaniu swoich tekstów, co dało mu poczucie niezależności i swobody. Ma nadzieję, że kiedyś synowie docenią twórczość taty. Uzna to za swoją najważniejszą literacką nagrodę Nobla. Ostatni z prezentujących tego wieczoru swą bardzo oryginalną poetycką twórczość był Marian Ziomkowski. Z kimże nie porozmawia. Czy to ze słońcem, ze snami, wolnością, nieśmiertelnością, wszystkie przestrzenią go karmią, w których oddycha bo lubi. Już dziś niepewne jutra przekłada, na półkę wyżej, by zacząć z powodu innego wokół pępka zdziwienia swe mnożyć .Panująca powszechnie moda na imponujące JA oraz liczne, wypięte bezwstydne przechwałki, skłaniają go do skrzętnego pomilczenia o sobie. Przeglądając papierzyska, ustalić można jedynie, że jest białym mieszańcem, tubylcem o licznych brakach, tracącym oddech na płytkiej wodzie. Ukończył: Kurs PCK Masowego Szkolenia Sanitarnego II Stopnia uprawniający do noszenia Odznaki Przysposobienia Sanitarnego II Stopnia, choć odznaki takowej nie otrzymał. Ponadto ukończył kurs prawa jazdy na traktor i motorower (pojazdów takowych nie posiada) i Wojskowe Szkolenie Studentów. Sprawił tomik poezji „Dyskrecja kompletna”.
Licznie zgromadzone w nowotomyskiej bibliotece grono słuchaczy przez ponad dwie godziny raczyło się poetyckim – mówionym i śpiewanym słowem, utwierdzając organizatorów spotkania co do słuszności stwierdzenia naszej Noblistki, że „niektórzy (naprawdę) lubią poezję”. Oby z każdym spotkaniem na Nowotomyskim Piętrze Wyrazów Literackich było ich coraz więcej.

Jesienny nastrój wkroczył do Oddziału dla Dzieci naszej biblioteki, co wcale nie oznacza, że zrobiło się w nim melancholijnie. Wręcz przeciwnie. Uczniowie Zespołu Szkół Licealnych i Zawodowych im. dra Kazimierza Hołogi, wraz z opiekunką Lidią Dudek oraz nowotomyski artysta Edward Kupiec zapewnili dzieciom szereg atrakcji wypełniających długie listopadowe popołudnia.
Cykl zajęć upływających pod hasłem Pani Jesień bajki niesie zapoczątkowali licealiści. Przez tydzień spotykali się z dziećmi, czytali im bajki, zachęcali do wspólnej zabawy i działań plastycznych. W efekcie powstały papierowe, jesienne drzewa, barwne latawce i zawiązały się nici bezcennej, wzajemnej sympatii. Równie chętnie dzieci uczestniczyły w warsztatach przeprowadzonych przez Edwarda Kupca. Zaprezentował uczestnikom zajęć bajki, do których fabułę sam stworzył, zaproponował ich zilustrowanie i każdemu podarował drewnianą figurkę zwierzątka będącego bohaterem przeczytanej opowieści. Jedna z bajek opowiadała historię dzieci opiekujących się bezdomnych kotkiem, kolejna – towarzysząca drugim zajęciom, poświęcona została sprytnej wiewiórce. Choć spotkania z cyklu Pani Jesień bajki niesie dobiegły końca, mali czytelnicy mogą być pewni, że grudniowe popołudnia w bibliotece przyniosą nie mniej atrakcji.

Listopadowy koncert z cyklu naszych Czwartkowych wieczorów literacko-muzycznych poświęcony był balladom Leonarda Cohena – kanadyjskiego poety, pisarza, a przede wszystkim charakterystycznego barda o monotonnym, bardzo ciepłym głosie. Nadzwyczajną popularność zyskał on w Polsce i w latach osiemdziesiątych był bardziej znany niż w rodzinnej Kanadzie. Było to zasługą popularyzatorskiej działalności Macieja Zembatego, jego (wspólnych z Maciejem Karpińskim) tłumaczeń tekstów piosenek i wykonań polskich coverów. Do dziś jego nastrojowe ballady są chętnie wykonywane przez polskich artystów.
W naszej bibliotece zostały zaprezentowane przez autora, kompozytora, wokalistę i gitarzystą – Kubę Michalskiego, który w duecie z Justyną Bacz wygrał Festiwal Pieśni Leonarda Cohena w Krakowie, a z solowymi recitalami występował niemal w całej Polsce.
Podczas koncertu wykonał m.in. tak znane utwory jak: Suzanne, Dance Me to the End Of Love, First We Take Manhattan i Hallelujah.
W roku 2011 Kuba Michalski wydał płytę Podróż, na której zamieścił własne kompozycje do wierszy wielkich poetów m.in. Leśmiana, Asnyka, Mickiewicza i Baudelaire’a. Dlatego też nowotomyska publiczność miała przyjemność usłyszeć m.in. Zmierzch Bolesława Leśmiana, Alpuhara Adama Mickiewicza i Prośbę Adama Asnyka. Niespodzianką było również wykonanie autorskich kompozycji pana Kuby. Jego Karczma Czarny dym nabrało niebywałej żywiołowości dzięki zaangażowaniu naszej publiczności, która chętnie wspomogła wykonawcę różnego rodzaju piskami i pomrukami. Kuba Michalski swym recitalem oczarował nie tylko perfekcyjnym przygotowaniem, nienaganną dykcją, ale również piękną polszczyzną, którą dało się słyszeć w momentach zapowiedzi kolejnych utworów.

 


Człowiek odważny. Poruszający nie tylko istotne tematy, ale również ludzkie serca i sumienia. Człowiek, który ostatecznie daje nadzieję. Bezkompromisowy, szczery, dosadny, uczący zrozumienia, a nie potępienia. Piotr Stróżyński – były muzyk, dziennikarz i pisarz, autor m.in. alkoholowej trylogii, 13 listopada był gościem naszej biblioteki.
Przez czytelników z całej Polski dał się poznać jako człowiek, który potrafi przenieść swą autentyczność i szczerość na karty powieści. Dlatego też trudno temu, kto się w nie wczyta oderwać się od lektury. W swych książkach, często dosadnie, może i nawet wulgarnie, ukazuje ludzkie piekło, zrodzone z alkoholowego amoku. Smutek, euforia, przygnębienie, rozwaga, tolerancja, sprzeciw, ból, radość, zrozumienie, ignorancja, zachwyt, odraza, piękno, spryt, labilność, konsekwencja, zakłamanie, mądrość, strach…aż wreszcie nadzieja. Uczucia te odkryjemy w jego powieściach:Chaos i świńska skóra, Nienawidzę was! i ostatniej – Kokon wytrzeźwień. Wszystko to ujawniło się też podczas tego niewątpliwie poruszającego spotkania.
Autor, promując swą najnowszą powieść: Kokon wytrzeźwień ukazał istotę alkoholowej choroby, odpowiadając na anonimowe listy zewsząd. Symboliczna aranżacja bibliotecznej przestrzeni była zasługą harcerzy z 19. Drużyny Harcerskiej BUKI im. A. Kamińskiego z hufca ZHP Nowy Tomyśl z drużynowym Krystianem Dybkiem na czela. Następnego dnia Piotr Stróżyński był gościem Gminnej Biblioteki w Kuślinie i Publicznej Biblioteki Miasta i Gminy Lwówek. Kameralne, niezwykle ciepłe spotkanie we Lwówku dało możliwość dialogu, poszukiwań, a także podzielenia się własnymi doświadczeniami. W kuślińskiej bibliotece dominowała młodzież gimnazjalna. Spotkanie miało zatem nieco inny charakter. W dużej mierze dotyczyło samego czytelnictwa, a raczej jego braku. Autor, bez zbędnego moralizatorstwa okazał troskę o ginące piękno języka wśród młodych ludzi, który sprowadza się często do skrótów typu sms-owych. Zawołał też o powrót do romantyczności, uduchowienia i odkrywania uczuć, zachęcając tym samym do odkrywania tajemnic książkowych, jak i uzewnętrzniania się poprzez pisanie właśnie.
Pisarz, który zawitał do naszej biblioteki nie pozostawił ludzi bez pytań, wahań i wątpliwości. A w jakich nastrojach wyszli uczestnicy spotkań? Oto kilka wypowiedzi:
Od Piotra Stróżyńskiego bije taki spokój…Jednak po kilku chwilach rozmowy zaczyna się dostrzegać, iż mamy do czynienia z osobą niezwykle doświadczoną przez życie. To doświadczenie pozwoliło mu stać się lepszym człowiekiem, a także lepszym pisarzem. Muszę przyznać się, że nie spodziewałem się tak udanego spotkania.
– Alkoholizm to ciągle temat tabu i trzeba robić wszystko, żeby to zmienić, żeby stał się traktowany jak choroba, a nie zaraza. Nikt nie gardzi osobą chorą na raka, a osobami z problemem alkoholowym niejednokrotnie tak. Takie spotkania jak z autorem nie będą miały szerszego oddźwięku, dopóki nie zmieni się mentalność ludzi. Wiele osób wiedziało o spotkaniu, ale też wielu z nich nie widziało powodu, dla którego mieli by na nim być. Gdyby facet napisał książkę o cukrzycy, to może warto by się było przejść i czegoś dowiedzieć. No i może gdyby Grochola albo Kalicińska to napisały…
– Taki niebywały wieczór, pełny ciekawych i szczerych opowieści. Była to dla mnie wielka przyjemność, że mogłam uczestniczyć w tak nietuzinkowym spotkaniu autorskim. Pan Piotr to człowiek otwarty, umiejący oczarować i nawiązać kontakt z ludźmi. Całość doskonała i z przyjemnością, gdy będą organizowane takie spotkania, będę wracać.
– Z pana Piotra emanuje taka jakaś siła, albo inna pozytywna energia, która nakłoniła mnie do kupna jego książki. Do lektury zasiadłem jeszcze tego samego wieczoru i nie wiem kiedy zastał mnie ranek. Literatura absolutnie wciągająca.
– Cały jego przekaz poruszył i chwycił za serca…

Z naszych obserwacji wynika, że literatura faktu wzbudza najwięcej emocji. Tak też było na listopadowym spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki. Tematem spotkania była książka Mariam Notten i Erici Fischer pt. Wybrałam wolność. Jest to kronika afgańskiej rodziny opisująca jej trzy pokolenia. Dzięki Malalai głównej bohaterce zaglądamy do afgańskich domów, gdzie kobietom nie jest łatwo żyć w świecie całkowicie zdominowanym przez mężczyzn. Bezpodstawne oskarżenie o romans jest przyczyną tragicznej śmierci prababki Malalai i jednocześnie zapoczątkowuje całą lawinę zdarzeń. Sytuacja polityczna kraju jest niestabilna co nie ułatwia codziennego życia. Kobiety żyją w swoim świecie nie tylko marząc o wolności, ale też szukając sposobów na jej odzyskanie – buntują się przeciwko umawianym przez rodziny małżeństwom, gdzie uczucie nie ma znaczenia. Jednakże nawet zgłoszenie takiej sprawy do sądu jest praktycznie skazane na niepowodzenie ponieważ tradycja ma większą wartość niż sprawiedliwość. Malalai dzięki swojemu uporowi i determinacji wyjeżdża do Berlina. Zderzenie kultur jest dla niej szokiem, zachwycona jest wolnością, swobodą, ale równocześnie dostrzega wady innego systemu. Opowiada o bezduszności demokracji, polityce wobec emigrantów, o cierpiących dzieciach, które oddziela się od rodziców w szpitalach, a także o tym że zmarłych nie traktuje się z należytym szacunkiem.
Książka ta jest opowieścią o tym, jak trudne są do przekraczania różne granice: wolności, mentalne, kulturowe. Mottem przewodnim może być zdanie które znajdujemy na ostatniej stronie /jak zauważyła nasza klubowa koleżanka/ …wolność wyboru jest luksusem nie do przecenienia
Dyskusja na spotkaniu była zajmująca, miałyśmy dużo do powiedzenia, ponieważ w naszej Wypożyczalni jest bardzo duży wybór książek opartych na faktach, a Wybrałam wolność jest tylko jedną z nich.
Ponieważ wolność była motywem przewodnim spotkania postanowiłyśmy z niej skorzystać i bardzo późnym wieczorem zakończyłyśmy 51. spotkanie DKK.

8 listopada, w ramach XXXV Międzynarodowego Listopada Poetyckiego gościliśmy w naszej bibliotece poetów, członków Związku Literatów Polskich Oddziału w Poznaniu. Po zwiedzeniu biblioteki i zapoznaniu się z jej działalnością, zostali zaproszeni na lekcje poetyckie do szkół ponadgimnazjalnych. Miłosz Kamil Manasterski i Andrzej Szmal do Zespołu Szkół nr 2 im. S.Staszica, a Jerzy Fryckowski do Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Policealnych im. Mikołaja Kopernika.Pan Miłosz pokazał poezję jako atrakcyjną formę sztuki, która z powodzeniem może żyć poza papierem. Można ją czytać na smartphonie, tablecie, laptopie. Pokazał też, że może ona istnieć w przeróżnych kombinacjach z innymi sztukami. Jako wielki miłośnik Chin, zaproponował młodzieży szczyptę tamtejszej poezji. Piękne było to, że wiersz ten wkomponowany był w obraz. Wizyta w tamtejszych rejonach zainspirowała go do napisania tomiku Złote i czerwone, który został jednocześnie wydany w dwóch językach: polskim i chińskim. Miłosz Manasterski jest również prozaikiem i animatorem kultury. Opublikował książki poetyckie: Sztuka czytania, Spa, Portfolio,Notebook Norwida, wspomniane Złote i czerwone, Tramwaj zwany 805N. Opowiadania. Jest laureatem kilkudziesięciu konkursów literackich. Prowadzi również warsztaty literackie, jest redaktorem serii książek poetyckich Łomiankowska Premiera Literacka (15 tytułów). Drugi poeta, który gościł w Staszicu to Andrzej Szmal z Poznania, mieszkający w Poznaniu i Porjus (Laponia). Z wykształcenia biolog, z zamiłowania fotografik, prozaik i poeta. Pisze od ponad 20 lat, ale dotąd publikował jedynie w czasopismach oraz almanachu Klubu Literackiego Dąbrówka w Poznaniu, którego jest członkiem. – Będę na pewno miło wspominał wizytę w Nowym Tomyślu. Opowiedziałem młodzieży o Laponii, gdzie wszystko właściwie jest na swoim miejscu. Woda, niebo, stare drzewa, lasy, tu i owdzie (dalece bardziej pierwotne od wszelkich lasów we współczesnej Polsce) oraz połacie bagien, no i góry. To mnie inspiruje. Miękkość krajobrazu, mającego w sobie muzykę, czy tez może będącego muzyką. Prawdziwe noce bez sztucznego światła na kilometry i mile.
Jerzy Fryckowski z Dębnicy Kaszubskiej, który spotkał się z młodzieżą Kopernika, na co dzień jest nauczycielem języka języka polskiego. Jest także satyrykiem, krytykiem literackim, redaktorem i dziennikarzem. Edytorem miesięcznika Nad Skotawą. Publikował w ponad stu lokalnych i ogólnopolskich czasopismach kulturalnych i społecznych. Jego wiersze znajdują się w 250 antologiach i almanachach pokonkursowych. Wydał 12 tomików wierszy m.in.: Cierpliwość ubogich, Zaufać ślepcom, Między Tobą a snem oraz wybór wierszy Zanim zapomnisz i autor kilku antologii. Inspiruje go życie, miłość, śmierć,ale kobieta i miłość chyba najbardziej. Jego wiersze są tłumaczone na języki: angielski, niemiecki, francuski, litewski, hindi, czeski, serbski i słoweński.

Październikowe spotkanie w naszym DKF-ie 16 było ukłonem w stronę rodzimej, kultowej już kinematografii. Zaproponowaliśmy jeden z lepszych filmów Romana PolańskiegoNóż w wodzie, wyprodukowany w 1961r., a dwa lata później nominowany do Oscara.
Prowadzący spotkanie Biblioentuzjasta Rafał Putz sprowokowali żarliwą dyskusję na temat specyficznej konstrukcji filmu, gry trojga aktorów i pewnej nierzeczywistości całego obrazu.
Akcja filmu rozgrywa się między trzema osobami w pozasezonowym pejzażu mazurskich jezior. Znany dziennikarz sportowy, jadąc z żoną na jednodniowy rejs jachtem, zabiera młodego autostopowicza. Stara się olśnić chłopaka pozycją materialną, doświadczeniem życiowym, także żoną – zaprasza go na pokład jachtu. Na pozerstwo dziennikarza autostopowicz odpowiada postawą „młodego gniewnego”, ukrywając rozpaczliwą zazdrość i pragnienie posiadania takiego samochodu, jachtu, dziewczyny i… dużych pieniędzy. Decyduje się na desperacką mistyfikację, dzięki której ma zamiar oszukać bogatego dziennikarza. Napisany przez Polańskiego wespół z Kubą Goldbergiem i Jerzym Skolimowskim scenariusz był zdecydowanym novum w PRL-owskim kinie tamtego okresu: odcinał się od rozpamiętywania doświadczeń wojennych, tak charakterystycznego dla Szkoły Polskiej, był też całkowicie apolityczny. Historia małżeństwa, które zabiera ze sobą na jednodniowy rejs po Mazurach swym jachtem młodego autostopowicza oburzyła zarówno partyjnych oficjeli, jak i krajową krytykę, zawsze skłonną do podlizywania się władzy. Popularna anegdota głosi, że Gomułka podczas oglądania Noża w wodzie rzucił w ekran popielniczką. Później publicznie skrytykował film i jego twórcę na plenum PZPR, mówiąc, że dla tego typu kina w Polsce Ludowej nie ma miejsca. Miało to oczywiście decydujący wpływ na dalszy rozwój kariery Polańskiego jako reżysera, zamykając przed nim możliwości kręcenia w kraju. Nie przeszkodziło to jednak obrazowi w zdobyciu nominacji do Oscara i zyskaniu przez niego uznania na kilku międzynarodowych festiwalach.
Z perspektywy czasu Nóż w wodzie jawi się jako film nadal świeży, w przeciwieństwie do większości polskiej produkcji filmowej tamtych czasów. Misternie skonstruowany dramat psychologiczny, z zapadającymi w pamięć kreacjami Leona Niemczyka i Zygmunta Malanowicza, wywołał spore poruszenie na naszej sali, a konfrontacje myśli zachęcały do coraz głębszych odkryć.

Co mnie uszczęśliwia? Jak chciałbym, aby wyglądał mój dzień? Kim był Janusz Korczak? Ponadto rebusy, zagadki, krzyżówka, kalambury, poszukiwanie wskazówek na terenie całej biblioteki. Z takimi pytaniami i zadaniami zmierzyli się pierwszoklasiści ze Szkoły Podstawowej nr 1, którzy w poniedziałkowy poranek w Oddziale dla Dzieci wzięli udział w warsztatach przeprowadzonych przez Aleksandrę Antoniewicz – Kaszczyńską i grupę nowotomyskich gimnazjalistów, uczęszczających na jej artystyczne zajęcia.

Dzieci podzielone na cztery drużyny rozpoczęły zabawę od poszukiwania strzałek, które pomogły im w zakamarkach biblioteki odnaleźć koperty z zadaniami oraz tajemnicze literki. Po skompletowaniu wszystkich elementów, drużyny wróciły do Oddziału dla Dzieci, gdzie zajęły wyznaczone stanowiska pracy i pod przewodnictwem uczniów gimnazjum przystąpiły do realizacji odszukanych poleceń. W pierwszej kolejności zebrane literki ozdobiły barwnymi, jesiennymi motywami, a następnie ułożyły z nich kojarzący się z jesienią wyraz. W odnalezionych kopertach znajdowały się rebus i zagadka do rozwiązania oraz hasło, do którego należało przygotować scenkę, by pozostałe grupy mogły je odgadnąć. Dzięki uczestniczącym w warsztatach gimnazjalistom każda z grup miała do dyspozycji własnoręcznie wykonany, piękny „Czarodziejski Zegar”. W jego przestrzeni dzieci rysowały to, co chciałyby robić o każdej godzinie dnia, co lubią najbardziej, o czym marzą. Po zakończeniu grupowej pracy, nadszedł czas na podzielenie się jej efektami. Poza prezentacją „Czarodziejskiego Zegara” wszystkie drużyny w odpowiedniej kolejności, wspólnie uzupełniły krzyżówkę słowami otrzymanymi w wyniku rozwiązywania swoich zadań. Słowa te utworzyły hasło: Janusz Korczak, a scenki przygotowane przez każdą z grup pozwoliły odpowiedzieć na pytanie kim on był i czym się zajmował?
Dwugodzinne warsztaty przygotowane przez nauczycielkę Aleksandrę Antoniewicz – Kaszczyńską, przeprowadzone wspólnie z uczniami nowotomyskiego gimnazjum stanowiły dla pierwszoklasistów doskonałą lekcję. Dzieci zyskały wiedzę na temat Janusza Korczaka, w interesujący sposób poćwiczyły swoje umiejętności czytania i układania z liter wyrazów, musiały pogłówkować rozwiązując zagadki i rebusy, a rysując oddały się refleksji na temat tego, co przynosi im szczęście i sprawia radość każdego dnia.

W piątek, 23 listopada w ramach spotkań w naszym DKF-ie 16 zaproponowaliśmy projekcję radzieckiego filmu z 1949 r. – Wesoły jarmark Iwana Pyriewa.

To film, który wzbudza w polskich widzach skrajne uczucia. Jedni mogą go potraktować jako bezpretensjonalną romantyczno-komediową ramotkę, drudzy – jako bezprzykładną apologię stalinizmu. Nie zmienia to faktu, że opowieść o kubańskich (znad Donu, nie od Fidela Castro) kołchoźnikach jest jednym z najchętniej oglądanych filmów w historii kinematografii Związku Radzieckiego. Pierwsi widzowie Wesołego jarmarku, którzy do kin wybrali się tuż po premierze filmu w lutym 1950 roku, mogli traktować go w kategoriach dzieła fantastyczno-naukowego. Świat, który przedstawiono na ekranie, w rzeczywistości bowiem nie istniał. Nie było w Kraju Rad takich kołchozów, nie było na twarzach jego mieszkańców – przynajmniej w latach stalinowskiej dyktatury – takiej beztroski, nie było takiej obfitości żywności ani dóbr konsumpcyjnych, które pokazano na jarmarku. Moderator piątkowego spotkania Rafał Putz zachęcił do konfrontacji rzeczywistość w filmie z tą historyczną.